|
Wstaję rano, tak samo jak wczoraj i jeszcze wcześniej, staram się odkładać wszystkie czynności w nieskończoność i wydłużać je do maksimum tylko dlatego, by nie stracić zajęcia. Ale zawsze prędzej czy później je tracę, siadam bezradnie i staram się trzymać kupy, nie płakać, nie krzyczeć.
Jestem tak strasznie samotna i znudzona, wszystko wydaje się być odległe i niemożliwe do realizacji. Nie wierzę w żaden swój sukces, wierzę jedynie w kolejne porażki. A on nie ma dla mnie czasu, ma studia, dużo nauki, a gdy trochę tego czasu ma to dzieli go na moją niekorzyść, znajduje sobie kolejne hobby i zajęcia a ja tylko się zgadzam, przez telefon lakonicznie odpowiadam "tak" "super" a gdy pyta czy wszystko ok mówię tylko "mhm" bo słowa więzną mi w gardle. To przecież nie jest jego obowiązkiem, trzymanie mnie w kawałku. A ja zamknięta w 4 ścianach, samotności i poczuciu bezradności i niechęci do żadnych działań śpię, by nie widzieć, nie czuć, być gdzieś indziej. Najbezpieczniej i szczęsliwiej czuję się pod kocem, w ciemnościach. Name:
Komentarze: 12.01.2012, 14:17 :: 217.147.244.193 |